Z tym pytaniem mierzy się chyba
każdy z nas – przynajmniej na jakimś etapie naszego życia. Co ciekawe, (prawie)
żaden nauczyciel nie instruuje nas, w jaki sposób powinniśmy się zapoznać z
materiałem w sposób efektywny.
Rezultatem takiego podejścia są nierzadko
bardzo długie listy słówek i tabel (np. czasowników nieregularnych) rzucane
uczniowi przed nos, aby ten je opanował w ciągu tygodnia. W jaki sposób ma tego
dokonać – należy już do ucznia. Scenariusz znany nam wszystkim ze szkoły (niestety
także i wyższej). Owszem, znajdą się pilni uczniowie, którzy dosłownie „wykują”
treść na pamięć, ale na jak długo pozostanie w ich głowach? A co z resztą mniej
przykładnych uczniów? I czy nauka w ogóle może być przyjemna? Czy istnieje metoda na skróty? Opowiem o tym w
dzisiejszym wpisie.
O tym, jak nauczyć się uczyć
napisało wielu, ale dzisiaj chciałabym się skupić na dwóch popularnych
książkach dostępnych na polskim rynku: „Naucz się uczyć” Sebastiana Leitnera
oraz „Włam się do mózgu” Radka Kotarskiego.
Pierwszą z nich przeczytałam
kilka lat temu. Zabrałam się do niej z zapałem, który jednak szybko minął wraz
z przeczytaniem pierwszych rozdziałów. Przyznaję, że czyta się ją dość ciężko.
Nie jest to przejrzysty poradnik, a raczej nieco wiekowy już przekrój opinii
naukowców na temat efektywnej nauki. Uważam jednak, że powinien się z nią
zapoznać każdy nauczyciel. Autor – twórca metody fiszek – w głównej mierze
skupia się na opisie tejże metody. To właśnie do niego należą poniższe
przemyślenia:
Nie ma złych uczniów, są tylko
złe metody nauczania.
Aktor nie zapamiętuje swoich ról
dlatego, że ma lepszą pamięć. On ma lepszą pamięć, ponieważ musiał nauczyć się
wielu ról.
Na naukę nigdy nie jest za późno!
Za późno robi się dopiero wtedy, gdy ktoś przestaje się uczyć!
Uważam, że bardziej przystępną
jest książka autorstwa Radka Kotarskiego. Jest to swoiste opracowanie
najważniejszych wniosków z dostępnych badań na temat efektywnej nauki
skonfrontowanych z realiami polskiej edukacji. Czytając książkę ma się
wrażenie, że ogląda się kolejny odcinek „Polimatów”, a to nie lada zachęta,
prawda? J
Jest to o tyle ciekawa książka dla językowców, że sam autor podczas pisania
książki uczył się szwedzkiego, aby przetestować opisane przez siebie metody. Ten
wątek jest szczególnie bliski mojemu sercu, ponieważ sama ciągle pogłębiam
znajomość szwedzkiego. A zatem nie
było wyjścia – musiałam sięgnąć po tę pozycję. I polecam ją z czystym
sumieniem.
Ale do rzeczy: jak zatem uczyć się języków w sposób
efektywny?
Niestety nie ma jednoznacznej
odpowiedzi na to pytanie – każdy ma swoje preferencje i predyspozycje. Wiadomo
jednak na pewno, że niemal każda metoda jest lepsza od wielokrotnego (a
czasem także bezmyślnego) czytania tego samego materiału (np. słynnej listy
czasowników nieregularnych), w dodatku na ostatnią chwilę. To wyjaśniałoby często
mizerny efekt zdawalności egzaminów na studiach, ponieważ to zdecydowanie
ulubiona metoda studentów – właśnie w ten sposób często uczą się opasłych,
znienawidzonych word lists na
studiach językowych... Teraz pewnie wielu językowcom ciśnie się tylko jedno na usta: gdybyśmy to tylko wcześniej wiedzieli...!
Ty jesteś w lepszej sytuacji, więc korzystaj pełnymi garściami!
Na podstawie obydwu książek można wyróżnić poniższe najbardziej efektywne metody nauki:
- stosowanie fiszek: sposób znany i lubiany. Kluczowy jest tutaj ruch
przekręcania fiszki. Jeśli ktoś nie przepada za wersją papierową, to może sam
stworzyć fiszki wirtualne, np. w serwisie Quizlet;
- zamiast w kółko czytać ten sam
tekst, przeprowadź test zderzeniowy.
Po przyswojeniu materiału samodzielnie serwuj sobie krótkie, proste testy na
temat tego, o czym właśnie przeczytałaś /-eś albo wypisz w ciągu kilku minut
wszystko, co pamiętasz o danym zagadnieniu (np. w formie mapy myśli); zamiast
biernego powtarzania – za każdym razem na nowo aktywnie przetwarzaj informacje,
które chcesz przyswoić – nieustannie zaskakuj swój mózg (rysuj mapy myśli,
przeredaguj tekst, opracuj streszczenie w punktach, znajdź nowe przykłady i
wyjątki itd.) albo...
- wyobraź sobie, że udzielasz
komuś korepetycji – tłumacz sobie
samemu (albo komuś innemu) zagadnienie, którego właśnie się uczysz (np. kiedy i
dlaczego stosujemy Past Simple, a kiedy Present Perfect). W ten sposób
zapamiętasz to dużo lepiej. Bądź nauczycielem dla siebie i dla innych;
- zamiast tylko zakreślać na
kolorowo nowe informacje w tekście – rób swoje autorskie notatki – nie przepisuj wszystkiego słowo w słowo, ale
parafrazuj, skracaj i staraj się po swojemu opracować dany tekst. Ja na
przykład zawsze reorganizuję tekst wyjściowy – wypisuję z niego słowa-klucze,
przykłady (np. zdania ilustrujące zagadnienie gramatyczne) i łączę strzałkami
kwestie podobne do siebie, stawiam znaki równości i nierówności, koloruję i
rysuję – to naprawdę działa! To nie musi być dzieło sztuki, ale ważne, aby
Twoje notatki były czytelne przede wszystkim dla Ciebie J
- jeśli uczysz się słówek ilustrujących
ruch – wypowiadaj daną frazę i wykonuj ten ruch,
podobnie z przedmiotami codziennego użytku – pokazuj je i opisuj w języku
obcym, czyli odwzorowuj fizycznie to, czego się właśnie uczysz;
- pamiętaj, że lepiej uczyć się regularnie i krócej (np. codziennie po
15 minut) zamiast rzadziej a dłużej (np. raz w tygodniu przez dwie godziny);
- nie zawsze nauka w absolutnej
ciszy i spokoju jest najlepszym sposobem na przyswojenie informacji: warto też zmieniać miejsce nauki: w ten sposób zmieniasz
kontekst sytuacyjny i zwiększasz ślad pamięciowy;
- przeplataj ćwiczenia z różnych działów (np. gramatykę ze słownictwem
z różnych dziedzin) zmusza mózg do pracy na wysokich obrotach;
- pozwól sobie na przerwę! Ucz się danego zagadnienia, pozwól sobie na przerwę –
zajmij się czymś innym, ćwicz inne umiejętności i dopiero po jakimś czasie wróć
do nowo poznanej kwestii;
- jeśli nie czujesz się na siłach
na całkowite zanurzenie w języku (np. zagraniczny wyjazd), to postaw na częściowe zanurzenie – okazuje się, że
jest ono nawet skuteczniejsze, bo nie powoduje tak wielkiego stresu i frustracji
w razie niepowodzenia. Krok po kroku otaczaj się obcojęzycznymi bodźcami (np.
nie sięgaj od razu po klasyków literatury, ale po napisane prostym
językiem poradniki lub... książeczki dla dzieci);
I uwaga: najlepiej na nasz mózg
działa przeplatanie tych metod – zaskakiwanie go za każdym razem innym
podejściem do danego tematu. W ten sposób nie ma mowy o nudzie, której nasz
mózg nie znosi. Które są najlepsze? To już kwestia indywidualnego wyboru i
własnych preferencji. Osobiście korzystam z większości wyżej podanych i
przyznaję, że naprawdę działają.
Co jeszcze warto wiedzieć?
Zaczynaj z wizją końca – co
osiągniesz, gdy opanujesz język do danego poziomu i zdasz dany egzamin? Wyobraź
to sobie. Poczuj emocje, jakie towarzyszą temu wyobrażeniu. Jednak zanim to nastąpi – nagradzaj się za każdy sukces. Dobrze też, gdy otaczasz się ludźmi, którzy umieją i
lubią się uczyć – to bardzo motywuje. A jeśli uczycie się tych samych
rzeczy – zawsze możecie być swoimi nauczycielami.
To tyle w kwestii efektywnej
nauki języków obcych. Zła wiadomość jest taka, że niestety nie ma magicznej formuły
– trzeba w to włożyć trochę wysiłku, nic się samo nie zrobi. Nie istnieje metoda na skróty. A dobra? Że podane
powyżej metody są i tak mniej czasochłonne niż wielokrotne, bezmyślne czytanie
tego samego tekstu. A do tego o niebo skuteczniejsze.
To jak, spróbujecie? A może już korzystacie
z niektórych metod? Dajcie znać w komentarzach!
PS. Nie poruszyłam tu kwestii nauki mówienia w języku obcym. Ale o tym już niebawem na blogu, bądźcie czujni J







