Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pl. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 lipca 2018

Jak skutecznie nauczyć się języka obcego?



Z tym pytaniem mierzy się chyba każdy z nas – przynajmniej na jakimś etapie naszego życia. Co ciekawe, (prawie) żaden nauczyciel nie instruuje nas, w jaki sposób powinniśmy się zapoznać z materiałem w sposób efektywny




Rezultatem takiego podejścia są nierzadko bardzo długie listy słówek i tabel (np. czasowników nieregularnych) rzucane uczniowi przed nos, aby ten je opanował w ciągu tygodnia. W jaki sposób ma tego dokonać – należy już do ucznia. Scenariusz znany nam wszystkim ze szkoły (niestety także i wyższej). Owszem, znajdą się pilni uczniowie, którzy dosłownie „wykują” treść na pamięć, ale na jak długo pozostanie w ich głowach? A co z resztą mniej przykładnych uczniów? I czy nauka w ogóle może być przyjemna? Czy istnieje metoda na skróty? Opowiem o tym w dzisiejszym wpisie.



O tym, jak nauczyć się uczyć napisało wielu, ale dzisiaj chciałabym się skupić na dwóch popularnych książkach dostępnych na polskim rynku: „Naucz się uczyć” Sebastiana Leitnera oraz „Włam się do mózgu” Radka Kotarskiego.





Pierwszą z nich przeczytałam kilka lat temu. Zabrałam się do niej z zapałem, który jednak szybko minął wraz z przeczytaniem pierwszych rozdziałów. Przyznaję, że czyta się ją dość ciężko. Nie jest to przejrzysty poradnik, a raczej nieco wiekowy już przekrój opinii naukowców na temat efektywnej nauki. Uważam jednak, że powinien się z nią zapoznać każdy nauczyciel. Autor – twórca metody fiszek – w głównej mierze skupia się na opisie tejże metody. To właśnie do niego należą poniższe przemyślenia:


Nie ma złych uczniów, są tylko złe metody nauczania.


Aktor nie zapamiętuje swoich ról dlatego, że ma lepszą pamięć. On ma lepszą pamięć, ponieważ musiał nauczyć się wielu ról.


Na naukę nigdy nie jest za późno! Za późno robi się dopiero wtedy, gdy ktoś przestaje się uczyć!



Uważam, że bardziej przystępną jest książka autorstwa Radka Kotarskiego. Jest to swoiste opracowanie najważniejszych wniosków z dostępnych badań na temat efektywnej nauki skonfrontowanych z realiami polskiej edukacji. Czytając książkę ma się wrażenie, że ogląda się kolejny odcinek „Polimatów”, a to nie lada zachęta, prawda? J Jest to o tyle ciekawa książka dla językowców, że sam autor podczas pisania książki uczył się szwedzkiego, aby przetestować opisane przez siebie metody. Ten wątek jest szczególnie bliski mojemu sercu, ponieważ sama ciągle pogłębiam znajomość szwedzkiego. A zatem nie było wyjścia – musiałam sięgnąć po tę pozycję. I polecam ją z czystym sumieniem.





Ale do rzeczy: jak zatem uczyć się języków w sposób efektywny?


Niestety nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie – każdy ma swoje preferencje i predyspozycje. Wiadomo jednak na pewno, że niemal każda metoda jest lepsza od wielokrotnego (a czasem także bezmyślnego) czytania tego samego materiału (np. słynnej listy czasowników nieregularnych), w dodatku na ostatnią chwilę. To wyjaśniałoby często mizerny efekt zdawalności egzaminów na studiach, ponieważ to zdecydowanie ulubiona metoda studentów – właśnie w ten sposób często uczą się opasłych, znienawidzonych word lists na studiach językowych... Teraz pewnie wielu językowcom ciśnie się tylko jedno na usta: gdybyśmy to tylko wcześniej wiedzieli...!

Ty jesteś w lepszej sytuacji, więc korzystaj pełnymi garściami! 


Na podstawie obydwu książek można wyróżnić poniższe najbardziej efektywne metody nauki:


- stosowanie fiszek: sposób znany i lubiany. Kluczowy jest tutaj ruch przekręcania fiszki. Jeśli ktoś nie przepada za wersją papierową, to może sam stworzyć fiszki wirtualne, np. w serwisie Quizlet;

- zamiast w kółko czytać ten sam tekst, przeprowadź test zderzeniowy. Po przyswojeniu materiału samodzielnie serwuj sobie krótkie, proste testy na temat tego, o czym właśnie przeczytałaś /-eś albo wypisz w ciągu kilku minut wszystko, co pamiętasz o danym zagadnieniu (np. w formie mapy myśli); zamiast biernego powtarzania – za każdym razem na nowo aktywnie przetwarzaj informacje, które chcesz przyswoić – nieustannie zaskakuj swój mózg (rysuj mapy myśli, przeredaguj tekst, opracuj streszczenie w punktach, znajdź nowe przykłady i wyjątki itd.) albo...

- wyobraź sobie, że udzielasz komuś korepetycji – tłumacz sobie samemu (albo komuś innemu) zagadnienie, którego właśnie się uczysz (np. kiedy i dlaczego stosujemy Past Simple, a kiedy Present Perfect). W ten sposób zapamiętasz to dużo lepiej. Bądź nauczycielem dla siebie i dla innych;

- zamiast tylko zakreślać na kolorowo nowe informacje w tekście – rób swoje autorskie notatki – nie przepisuj wszystkiego słowo w słowo, ale parafrazuj, skracaj i staraj się po swojemu opracować dany tekst. Ja na przykład zawsze reorganizuję tekst wyjściowy – wypisuję z niego słowa-klucze, przykłady (np. zdania ilustrujące zagadnienie gramatyczne) i łączę strzałkami kwestie podobne do siebie, stawiam znaki równości i nierówności, koloruję i rysuję – to naprawdę działa! To nie musi być dzieło sztuki, ale ważne, aby Twoje notatki były czytelne przede wszystkim dla Ciebie J

- jeśli uczysz się słówek ilustrujących ruch – wypowiadaj daną frazę i wykonuj ten ruch, podobnie z przedmiotami codziennego użytku – pokazuj je i opisuj w języku obcym, czyli odwzorowuj fizycznie to, czego się właśnie uczysz;

- pamiętaj, że lepiej uczyć się regularnie i krócej (np. codziennie po 15 minut) zamiast rzadziej a dłużej (np. raz w tygodniu przez dwie godziny);

- nie zawsze nauka w absolutnej ciszy i spokoju jest najlepszym sposobem na przyswojenie informacji: warto też zmieniać miejsce nauki: w ten sposób zmieniasz kontekst sytuacyjny i zwiększasz ślad pamięciowy;

- przeplataj ćwiczenia z różnych działów (np. gramatykę ze słownictwem z różnych dziedzin) zmusza mózg do pracy na wysokich obrotach;

- pozwól sobie na przerwę! Ucz się danego zagadnienia, pozwól sobie na przerwę – zajmij się czymś innym, ćwicz inne umiejętności i dopiero po jakimś czasie wróć do nowo poznanej kwestii;

- jeśli nie czujesz się na siłach na całkowite zanurzenie w języku (np. zagraniczny wyjazd), to postaw na częściowe zanurzenie – okazuje się, że jest ono nawet skuteczniejsze, bo nie powoduje tak wielkiego stresu i frustracji w razie niepowodzenia. Krok po kroku otaczaj się obcojęzycznymi bodźcami (np. nie sięgaj od razu po klasyków literatury, ale po napisane prostym językiem poradniki lub... książeczki dla dzieci);

I uwaga: najlepiej na nasz mózg działa przeplatanie tych metod – zaskakiwanie go za każdym razem innym podejściem do danego tematu. W ten sposób nie ma mowy o nudzie, której nasz mózg nie znosi. Które są najlepsze? To już kwestia indywidualnego wyboru i własnych preferencji. Osobiście korzystam z większości wyżej podanych i przyznaję, że naprawdę działają.


Co jeszcze warto wiedzieć?

Zaczynaj z wizją końca – co osiągniesz, gdy opanujesz język do danego poziomu i zdasz dany egzamin? Wyobraź to sobie. Poczuj emocje, jakie towarzyszą temu wyobrażeniu. Jednak zanim to nastąpi – nagradzaj się za każdy sukces. Dobrze też, gdy otaczasz się ludźmi, którzy umieją i lubią się uczyć – to bardzo motywuje. A jeśli uczycie się tych samych rzeczy – zawsze możecie być swoimi nauczycielami.

To tyle w kwestii efektywnej nauki języków obcych. Zła wiadomość jest taka, że niestety nie ma magicznej formuły – trzeba w to włożyć trochę wysiłku, nic się samo nie zrobi. Nie istnieje metoda na skróty. A dobra? Że podane powyżej metody są i tak mniej czasochłonne niż wielokrotne, bezmyślne czytanie tego samego tekstu. A do tego o niebo skuteczniejsze. 

To jak, spróbujecie? A może już korzystacie z niektórych metod? Dajcie znać w komentarzach!



PS. Nie poruszyłam tu kwestii nauki mówienia w języku obcym. Ale o tym już niebawem na blogu, bądźcie czujni J


piątek, 8 czerwca 2018

Dziesięć gadżetów tłumacza-freelancera




Dziś kilka słów o gadżetach, w które powinien zaopatrzyć się każdy tłumacz. A dokładniej o moim osobistym niezbędniku, bez którego nie mogłabym się obejść.







ü  Podpórka pod odcinek lędźwiowy kręgosłupa

Mój absolutny numer jeden już od początku studiów. Odciąża kręgosłup i pozwala zachować prawidłową postawę podczas wielogodzinnej pracy przy biurku. 



ü  Podkładka pod mysz z poduszeczką

Z kolei ten gadżet bardzo odciąża nadgarstek. A skoro zespół cieśni nadgarstka to jedna z najczęstszych chorób freelancerów, z całą pewnością warto w nią zainwestować. Zwłaszcza, że można wybrać model oznajmiający innym, czym się zawodowo zajmujemy ;)



ü  Podstawka pod laptopa

Doskonała alternatywa dla wszystkich tłumaczy przykutych do łóżka albo chcących popracować na łonie natury. Nic dodać, nic ująć.



ü  Piankowy wałek do automasażu pleców (ang.: foam roller)

Mój osobisty masażer pleców czyni cuda, zwłaszcza, gdy łączę go z zestawem ćwiczeń odciążających kręgosłup (przykładowe ćwiczenia znajdziesz pod tym linkiem).



ü  Duoball (lub… dwie piłeczki tenisowe)

Kuzyn masażera z punktu wyżej – ten dba w szczególności o partie karku. Można go stworzyć samemu przy pomocy dwóch piłeczek tenisowych w skarpecie. Sposób przetestowany przez sportowców – naprawdę działa!



ü  Podstawka do czytania książek

Czyli odpowiednik stojaka na nuty - genialna w swojej prostocie. Możesz z niej skorzystać nie tylko podczas czytania książek w łóżku, ale też wtedy, gdy tłumaczysz jakiś dokument lub książkę, a męczy Cię ciągłe spoglądanie w dół.



ü  Elegancki wizytownik

Nigdy nie wiadomo, gdzie i kiedy spotkamy kogoś, z kim możemy nawiązać biznesową współpracę. Dlatego warto go mieć zawsze przy sobie. Wyciągnięcie wizytówki z portfela nie prezentuje się równie elegancko, prawda? Oczywiście – wcześniej zadbaj o projekt wizytówki odzwierciedlający Twój biznes. Niekoniecznie muszą być fajerwerki - im prościej, tym czytelniej. Poza tym taki styl wpisuje się w popularny teraz minimalizm.



ü  Kalendarz (planer)


Czyli niezbędnik dla maniaków planowania. Czy to w wersji dla VIPów (Moleskine), czy nieco bardziej codziennej, papierowy czy elektroniczny (np. Google) - z całą pewnością przyda się do planowania i zarządzania projektami. A poza tym zrobi dobre wrażenie na klientach :)




ü  Kołozeszyt i dobry długopis

Absolutny niezbędnik tłumacza ustnego. Warto go mieć przy sobie nawet, gdy nie spodziewamy się, że będziemy tłumaczyć konsekutywnie. Kiepski długopis może spłatać figla w najmniej odpowiednim momencie, a luźne kartki wypaść na podłogę. Dzięki kołozeszytowi (najlepiej w twardej oprawie) i niezawodnemu długopisowi (najlepiej w zapasie) unikniesz tego problemu.




ü  Pastylki na ból gardła i... butelka wody

Je również warto mieć zawsze pod ręką. Nigdy nie wiadomo, kiedy dopadnie nas chrypa, uciążliwy ból albo po prostu zaschnie nam w gardle. A słuchanie zachrypniętego tłumacza pozostawi raczej nienajlepsze wrażenie na słuchaczu ;)




A jakie gadżety Wy uważacie za niezbędne? 


czwartek, 10 maja 2018

Jak wyglądają studia na lingwistyce stosowanej?



Pamiętam, gdy sama zastanawiałam się nad tym, jak w praktyce wyglądają studia na lingwistyce.  Dzisiaj pokrótce przedstawię Wam moje spostrzeżenia*. 




Przed rozpoczęciem studiów chyba każdy obawia się poziomu umiejętności językowych innych studentów. Ze swojego doświadczenia powiem tyle – nawet jeśli brakuje Ci biegłości w posługiwaniu się językiem, ale za to masz żelazną motywację i uczysz się naprawdę solidnie, to wystarczy. Pierwszy rok studiów zawsze służy wyrównaniu poziomu językowego. Nierzadko okazuje się, że wyniki matury czy innych egzaminów certyfikujących nie mają 100% przełożenia na rzeczywiste umiejętności. Z pewnością trzeba pamiętać, że z racji profilu praktycznego lingwistyki trzeba nastawić się na mówienie, mówienie i jeszcze raz mówienie w języku obcym. Dlatego warto się przełamać jak najwcześniej i jeszcze przed październikiem konwersować jak najczęściej (z innymi lub nawet samym sobą J), aby płynnie wejść w system uniwersytecki. 
Kontakt z językiem (w każdej formie) warto podtrzymywać przez wakacje jeszcze przed rozpoczęciem studiów, ale oczywiście także podczas przerw w ich trakcie (oraz po ich ukończeniu). To naprawdę widać i słychać, czy ktoś ciągle pracuje nad swoimi umiejętnościami językowymi, czy nie. Znam przypadki native speakerów, którzy po jakimś czasie osiedli na laurach i po jakimś czasie wręcz zostali w tyle za tymi, którym się chciało uczyć dla samych siebie. 

Na tych studiach dyscyplina i motywacja to podstawa. Warto też potrenować robienie notatek w języku obcym – chociażby słuchając obcojęzycznych podcastów czy Ted Talks, żeby w październiku nie przeżyć szoku, że nie nadąża się z pisaniem w języku obcym. Zapewniam, że wszystko jest do opanowania ;)

Co jeszcze warto wiedzieć? Na pewno to, że nie brakuje tutaj ciągłych kolokwiów i prac domowych. Było to dla mnie nie lada szokiem, bo na innych kierunkach tego się aż tak nie praktykuje. Na studiach językowych mamy poniekąd przedłużenie systemu znanego ze szkoły – wypracowania, ćwiczenia gramatyczne i leksykalne, a potem przygotowywanie się pod kątem konkretnego tłumaczenia (np. opracowywanie tekstów, glosariuszy, czytanie tekstów na dany temat). Akurat to ostatnie docenia się chyba dopiero, gdy staje się w autentycznego zlecenia, bo proces przygotowania jest naprawdę niezbędny. Jeśli chodzi o egzaminy – to mamy do czynienia zarówno z tymi pisemnymi, jak i ustnymi, co wynika z natury studiów.

Trzeba się nastawić na bardzo dużo praktyki językowej oraz ćwiczenia pod kątem tłumaczenia pisemnego, konsekutywnego, symultanicznego, ale i na niemałą dawkę teorii (na prowadzenie wysuwa się tutaj translatoryka i przedmioty nauczycielskie). Na mojej uczelni każdy miał wolny wybór, czy chce realizować specjalizację pedagogiczną – jeśli tak – to oczywiście trzeba też uwzględnić praktyki pedagogiczne (tłumaczeniowe też są w programie). Lingwistyka solidnie wprowadza studentów w przekład z różnych dziedzin, głównie prawa, ekonomii i literatury. Jedno mogę Wam obiecać na pewno – te studia to czas bardzo intensywnej pracy, ale też i ciągłego poszerzania horyzontów i zdobywania nowych, ciekawych doświadczeń. Moja uczelnia zapewniła nam szeroki wachlarz praktyk tłumaczeniowych, więc można było spróbować swoich sił w różnorodnych instytucjach, co też automatycznie przekłada się na bogate CV i duże możliwości wyboru ścieżki zawodowej. Co nie znaczy, że na tym należy poprzestać – zawsze warto szukać dodatkowych ścieżek rozwoju oferowanych przez uczelnię (i nie tylko), jak np. udział w konferencjach, szkoleniach, dodatkowych lektoratach czy studiach podyplomowych.

Na koniec jeszcze jedna bardzo ważna uwaga, powtarzana studentom-językowcom do znudzenia, a mianowicie: studia językowe to nie kurs językowy. Lingwistyka daje bardzo solidne podstawy dla przyszłych tłumaczy, lektorów i innych specjalistów językowych. Owszem, poziom języka bardzo się poprawia w trakcie studiowania (siłą rzeczy, skoro zajęcia, egzaminy i prace dyplomowe są w języku obcym), ale jest bardzo wiele rzeczy wychodzących ponad to. Jeśli więc w innej dyscyplinie czujesz się jak ryba w wodzie (zwłaszcza jeśli jest to „dyscyplina twarda”), a chcesz poobcować z językiem, zdecyduj się na intensywny kurs, ponieważ na studiach językowych przekonasz się, że od samego początku studenci mają kontakt z przedmiotami tj. fonetyka, fonologia, realioznawstwo, translatoryka czy akwizycja języka, co dla osoby chcącej „tylko” podszlifować język prawdopodobnie spowoduje frustrację. Niemniej jednak może okazać się, że odkryjesz swoją pasję i postanowisz wyspecjalizować się jako tłumacz w dziedzinie, którą jednocześnie studiujesz (np. ekonomię). Zwracam jednak na to uwagę, bo wielokrotnie spotkałam się już z postawą innych studentów, którzy wybierają lingwistykę czy filologię jako kolejny kierunek (bo w przeciwieństwie do kursu jest to opcja darmowa) i niestety szybko odpadają, bo nie traktują tego w ramach studiowania na serio. Nie tędy droga.

Mam nadzieję, że udało mi się nieco naświetlić realia studiowania lingwistyki. Jeśli macie pytania, śmiało piszcie w komentarzach!



PS. Opisałam, jak to wygląda w przypadku UMCS - inne uczelnie mogą mieć nieco inny program.

środa, 11 kwietnia 2018

Czy warto iść na studia językowe?






Już niedługo matury, a więc pewnie część z Was rozważa wybór kierunku studiów. Studia językowe (i humanistyczne w ogóle) budzą sporo kontrowersji, ponieważ panuje ogólne przekonanie, że po ich ukończeniu trudno o dobrze płatną pracę. Odpowiem na to pytanie z mojej perspektywy, jako że ukończyłam zarówno kierunek językowy, jak i ścisły.

Na początek warto rozważyć różnicę między filologią a lingwistyką. Jak zapewne wiecie, lingwistyka obejmuje (co najmniej) dwa języki obce, natomiast filologia – jeden. Z perspektywy prognoz rynkowych pierwsza opcja jest zdecydowanie lepszą i osobiście bardzo polecam lingwistykę. Jest to kierunek nastawiony na praktykę (głównie nauczanie języków, przekład pisemny i ustny), natomiast na filologii spędzicie mnóstwo czasu na kwestiach teoretycznych (tj. historia i literatura). Trzeba sobie zadać pytanie, co nas bardziej pociąga i w czym czujemy się pewniej. Dla mnie wybór lingwistyki okazał się strzałem w dziesiątkę, bo lubię konkrety i chociaż uwielbiam czytać, to nie wyobrażałabym sobie przedzierania się przez dziesiątki historycznych tekstów w oryginale... J Oczywiście na lingwistyce też jest sporo przedmiotów teoretycznych, jednak mniej niż na filologii. 

Uważam, że ostatnie co można powiedzieć o studiach językowych to to, że są one stratą czasu. Przez pięć lat intensywnego studiowania dwóch języków (a prywatnie – dodatkowo – dwóch) bardzo mnie rozwinęło. Studia językowe mają tę zaletę (i wadę jednocześnie), że dają bardzo wiele możliwości. Wiele będzie zależało od tego, w jakim zawodzie chcemy i będziemy pracować. Oczywiście (w większości przypadków) trudno przewidzieć z perspektywy licealisty czy nawet świeżo upieczonego absolwenta, bo nierzadko wyobrażenie o danym zawodzie ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Do wyboru mamy wiele opcji – m.in. praca w zawodzie tłumacza (pisemnego, ustnego), lektora, w służbie dyplomatycznej, branży turystycznej, czy korporacjach (na przeróżnych stanowiskach).

Podsumowując, według mnie jak najbardziej warto zdecydować się na studia językowe, zwłaszcza takie, które dają możliwości rozwoju więcej niż jednego języka. U mnie połączenie dwóch kierunków i szeregu dodatkowych kompetencji zdobywanych w różnej formie sprawdza się bardzo dobrze. Obecna sytuacja na rynku pracy sprzyja językowcom, niemniej jednak warto pomyśleć nad rozwojem w „dyscyplinach twardych” (w formie drugiego kierunku, kursów, czy podyplomówki). Na koniec trzeba dodać, że nawet praca w zawodzie ściśle językowym (jako tłumacz czy nauczyciel) wymaga nieustannego rozwoju, tak więc nawet po ukończeniu studiów zdecydowanie nie warto osiadać na laurach.

Co sądzicie o studiach językowych? Dajcie znać w komentarzach.

P.S. Oczywiście wymagane są bardzo dobre wyniki z matury – zwłaszcza z języka wiodącego, jeśli mówimy o lingwistyce. Należałoby tu uwzględnić sposób punktowania konkretnych uczelni, natomiast ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że pod względem punktowym bardziej opłaca się zdać obydwa języki na poziomie rozszerzonym (o ile nic się nie zmieniło w tym względzie). Moja rada przed maturą? Oczytanie i osłuchanie w języku obcym – do dyspozycji macie teraz całe morze możliwości – artykuły prasowe, blogi, podcasty, TED Talks, Youtube, wiadomości online, nie wspominając już o oglądaniu filmów i seriali w oryginale lub z napisami (oczywiście w języku obcym!). Tried and tested! J


P.P.S. A już niedługo napiszę nieco więcej o studiowaniu lingwistyki stosowanej. Stay tuned!

poniedziałek, 12 marca 2018

Lektury dla tłumaczy







Wracam na bloga po długiej przerwie, ale za to z przytupem! Dzisiaj kilka słów o tym, z jakimi książkami powinni zapoznać się adepci sztuki przekładu. Oczywiście fachowej literatury nie brakuje, ale warto wiedzieć, które z nich są nieco bardziej przystępne dla początkujących. Z racji tego, że pracuję w kombinacjach angielski-polski-niemiecki, książki te są przeznaczone zwłaszcza dla tłumaczy tych języków, ale sądzę, że tłumacze innych języków także znajdą coś dla siebie. Zaczynamy!  



Poradnik tłumacza, Arkadiusz Belczyk

Niezwykle interesująca pozycja zawierająca mnóstwo przykładów i ćwiczeń translacyjnych w kombinacji polski-angielski. Przybliża realia pracy tłumacza i ukierunkowuje językowo przyszłych tłumaczy angielskiego. Sięgają do niej nawet bardziej doświadczeni tłumacze, a to chyba wystarczająca zachęta, czyż nie? J



Vademecum tłumacza, Mity przekładoznawstwa, Krzysztof Lipiński

Obydwie książki dają wnikliwy wgląd w istotę przekładu. Napisane zostały przepiękną polszczyzną, a ponadto okraszone ogromną dawką błyskotliwego humoru. Zawierają przykłady głównie z języka niemieckiego, ale tłumacze innych języków z pewnością znajdą coś dla siebie. Lektura obowiązkowa, do której się często i bardzo chętnie wraca.



Seria publikacji PRZEKŁAD Wydawnictwa PWN

Znajdziemy tu pozycje dotyczące różnych rodzajów i aspektów przekładu – m.in. tłumaczenie audiowizualne, konferencyjne, wspomagane komputerowo, czy przekład prawniczy. Zupełne przeciwieństwo opasłych tomisk napisanych akademickim żargonem – w sam raz dla adepta sztuki przekładu.



Difficult words in Polish-English Translation, Christian Douglas Kozłowska

Ileż to razy zastanawiamy się, w jaki sposób polskie wyrażenie zgrabnie przetłumaczyć na angielski… Z książki tej dowiemy się, jak można się uporać z tym zagadnieniem. Napisana zwięźle i przystępnie, co sprawia, że wystarczy sięgnąć do niej dosłownie na chwilę, by uzyskać odpowiedź. Zdecydowanie polecam.



Der Dativ ist dem Genitiv sein Tod, Bastian Sick

Istna gratka dla germanistów. W bardzo przyjemny sposób zostały tu omówione najbardziej powszechne zagwozdki związane z poprawnym użyciem języka niemieckiego. Wprawdzie autor nie odnosi się tu nader często do kwestii przekładu, jednak wszystkie trzy tomy są zdecydowanie warte przeczytania. Bardzo przyjemna lektura obowiązkowa.



Podróże z Ryszardem Kapuścińskim. Opowieści trzynastu tłumaczy, Bożena Dudko

Coś nieco mniej akademickiego, a bardziej dla odprężenia. To osobiste wyznania tłumaczy dzieł Ryszarda Kapuścińskiego. Dowiadujemy się o wyzwaniach stojących przed tłumaczami literatury.



Jeśli uważacie, że czegoś zdecydowanie brakuje na powyższej liście, dajcie znać w komentarzach!


niedziela, 20 grudnia 2015

Jak wygłosić prezentację w języku obcym?


Wystąpienia publiczne to prawdopodobnie jedna z tych rzeczy, której boimy się niemal wszyscy – nie tylko studenci, ale też profesjonaliści. Co gorsza, czasem trzeba wygłosić taką prezentację w języku obcym, co jest dodatkowym źródłem stresu dla niemal każdego mówcy... Jednak aby pokonać lęk przed wystąpieniami publicznymi należy po prostu ćwiczyć – to jedyne antidotum. Z pewnością warto opanować umiejętność wygłaszania prezentacji, ponieważ każdy z nas – prędzej czy później – będzie musiał zmierzyć się z tym zadaniem. Jeśli macie ochotę poprawić jakość swoich wystąpień, zachęcam do zapoznania się z poniższymi wskazówkami. 






1) Przygotowanie prezentacji


oczytaj się w temacie, który masz zaprezentować – stań się ekspertem w tej dziedzinie. W ten sposób przygotujesz się też na pytania publiczności.

przygotuj prezentację z myślą o Twoich słuchaczach – dowiedz się, kim są, z jakiego kręgu kulturowego pochodzą, jakie mają doświadczenie i wiedzę, a więc – jakie mają potrzeby (np. czy są zaznajomieni z pewnymi tematami i pojęciami), innymi słowy: skieruj prezentację do konkretnych adresatów. Pozwoli Ci to też odpowiednio dobrać rejestr stylistyczny Twojej prezentacji (górnolotny, potoczny, neutralny, nasycony określeniami naukowymi itd.) oraz uniknąć gaf (pamiętaj, że np. niektóre gesty są obraźliwe w określonych krajach)

uwzględnij jedynie naprawdę ciekawe fakty czy dane statystyczne

nie wahaj się okrasić swojej prezentacji szczyptą humoru (np. w formie anegdoty, nieznanego cytatu, czy historyjki) – spraw, aby Twoja prezentacja była możliwie jak najbardziej interesująca i zapadająca w pamięć

przygotuj pomoce wizualne (obrazki, diagramy itd.)

jeśli korzystasz z programu Power Point (lub podobnego), zastosuj duży rozmiar czcionki (min.: 30), tak aby treść prezentacji była dla wszystkich czytelna  

zaplanuj swoją wypowiedź, a następnie zapisz ją w punktach. Nie pisz całej prezentacji w formie pełnych zdań. W ten sposób nie będziesz się kurczowo trzymać tekstu wyjściowego. 

naucz się na pamięć tylko pierwszych pięciu zdań Twojej prezentacji, natomiast w przypadku jej dalszej części zapamiętaj jedynie kolejność zagadnień, które będziesz omawiać. Oczywiście musisz wiedzieć, o czym mówisz, ale nie ucz się całego tekstu prezentacji słowo w słowo. Jeśli zapomnisz jakiegoś słowa, wówczas prawdopodobnie zapomnisz, co powiedzieć… Masz za zadanie opowiedzieć coś publiczności, a nie odczytać tekst prezentacji z kartki albo recytować ją z pamięci niczym wiersz! Im bardziej naturalnie wygłosisz swoją prezentację, tym więcej Twoi słuchacze będą w stanie zapamiętać.

daj sobie czas na praktyczne ćwiczenia  – wygłoś prezentację przynajmniej trzy razy przed dniem zero (np. rano, po południu i wieczorem, kolejnego dnia itd.)

ćwicz wygłaszanie prezentacji w towarzystwie przyjaciół, rodziny itd.


ćwicz dykcję (więcej na ten temat w poprzednim poście)

sprawdź kilkakrotnie poprawność gramatyczną i wymowę każdego nieznanego słowa (a nawet takich, co do których masz chociażby cień wątpliwości) – lepiej sprawdzić dwa razy niż popełnić kardynalny błąd przed mnóstwem ludzi

używaj przydatnych wyrażeń, które sprawią, że Twoja prezentacja będzie spójna (np. First of all, Another question is…, Turning to…, That brings me to…, Just to fill you in on some of the background…, Finally...)  

nagrywaj się podczas wygłaszania prezentacji – w ten sposób wyłapiesz swoje niedoskonałości, np. nerwowe gesty, przerywniki (tzw. wypełniacze typu eeee, yyyy, mmmm) oraz błędy językowe, gramatyczne i w zakresie poprawnej wymowy. Pozwoli Ci to poczuć się pewniej, gdy będziesz mówić w języku obcym na temat swojej prezentacji.




2) Wygłoszenie prezentacji



zabierz ze sobą butelkę wody mineralnej, pastylki na kaszel i kopię zapasową pliku Twojej prezentacji (np. pendrive)

przyjedź nieco wcześniej na miejsce spotkania i sprawdź, czy sprzęt elektroniczny działa bez zarzutu (komputer, rzutnik, mikrofon, głośniki itd.) 

pamiętaj, aby zmieścić się w limicie czasowym przewidzianym na Twoją prezentację (zacznij i skończ o czasie, uwzględnij też czas na sesję pytań i odpowiedzi)

pamiętaj o pewności siebie – zwłaszcza w momencie rozpoczynania prezentacji (nie daj po sobie poznać, że zżerają Cię nerwy, zachowaj zimną krew)

nakreśl plan Twojej wypowiedzi, a więc zagadnienia, które będziesz omawiać

wygłaszaj prezentację, kierując się do publiczności, zachowaj kontakt wzrokowy ze słuchaczami

mów głośno i wyraźnie, ale w sposób naturalny (nie krzycz, ale też nie mów w sposób zbyt monotonny – w przeciwnym razie publiczność może usnąć…)

nie mów zbyt szybko – to pozwoli Ci się skupić się na poprawnej wymowie i gramatyce


poinformuj słuchaczy o sesji pytań i odpowiedzi, a co najważniejsze – przygotuj się do niej! Pamiętaj o użyciu ciekawych zwrotów językowych, ponieważ w ten sposób będzie Ci łatwiej sformułować odpowiedź, a przy tym zrobisz dobre wrażenie (np. I will be happy to take any questions now). 
Życie jest pełne niespodzianek, więc spodziewaj się, że mogą się pojawić przedziwne pytania. Jednak nie panikuj, jeśli nie będziesz w stanie odpowiedzieć na określone pytanie – możesz zastosować pewne formułki-wytrychy, np.: That goes beyond the scope of my today’s presentation, as I wanted to focus on… and not go into… That’s not really my field, but I can put you in touch with someone who… 


pamiętaj, że w przypadku wygłaszania przemówienia sprawdza się zasada paradoksu: mniej znaczy więcej. Nie przeładowuj swojej prezentacji tysiącem podobnych przykładów i aspektami nieistotnymi z punktu widzenia słuchacza. Im bardziej spójna i zwięzła prezentacja, tym bardziej będzie doceniona przez publiczność. A tym samym, będzie ją łatwiej wygłosić. A o to przecież chodzi! 




Na sam koniec warto jeszcze dodać, że również i w tym przypadku znajduje potwierdzenie stare powiedzenie praktyka czyni mistrza. Mało kto rodzi się erudytą, ale można nauczyć się wygłaszania dobrych prezentacji. Potrzeba tylko praktyki. Mam nadzieję, że przedstawione przeze mnie wskazówki okażą się przydatne, i że skorzystacie z nich kolejnym razem, gdy będziecie mieli wygłosić prezentację (nie tylko w języku obcym). 

Jeśli znacie inne ciekawe pomysły lub porady, koniecznie napiszcie o nich w komentarzach!



Źródła obrazków: 
upload.wikimedia.org; tweakyourbiz.com; pixabay.com

sobota, 14 listopada 2015

Niedoceniana i nieoceniona dykcja


W ramach moich praktyk studenckich występuję od czasu do czasu na antenie lubelskiej rozgłośni radiowej, tłumacząc wiadomości na język angielski. Niedawno przeszłam mój chrzest bojowy i mogę powiedzieć jedno – przypływ adrenaliny jest niesamowity! A satysfakcja jeszcze większa :) Jeśli chcecie przekonać się, jak na czym polega nasza praca w radiu, zachęcam do obejrzenia tego krótkiego filmiku. A tutaj możecie mnie posłuchać: 1, 2.



Oto i ja tuż przed wejściem na antenę :)



Jest to niewątpliwie niezwykła, ale też bardzo stresująca przygoda. I nagle okazuje się, jak ważną rolę odgrywa… dykcja. Ale co to właściwie jest? 


Najkrócej mówiąc to sposób mówienia i poprawnego wymawiania wyrazów. Jeśli mówimy wyraźnie, w optymalnym tempie (nie za szybko, nie za wolno), tak że jesteśmy doskonale rozumiani przez naszych odbiorców, to możemy pochwalić się bardzo dobrą dykcją. 
Dotyczy to jednak mniejszości społeczeństwa. To umiejętność kluczowa nie tylko dla aktorów, piosenkarzy i prezenterów, ale także dla tłumaczy ustnych oraz… każdego z nas. Codziennie bowiem posługujemy się językiem – ojczystym i/lub obcym. Porozumiewamy się ze sobą, rozmawiamy o naszych uczuciach, przekazujemy informacje właśnie za pomocą języka. Dlatego tak bardzo ważne jest, abyśmy mówili w sposób zrozumiały dla innych. 


Oczywiście w przypadku języków obcych należy znać i stosować zasady wymowy. Nieocenione są tutaj zajęcia z fonetyki, a także regularne osłuchiwanie się z językiem (np. za pośrednictwem audycji radiowych, programów telewizyjnych, filmów, seriali itd.).

Nie jest to umiejętność, z którą się rodzimy (choć niektórzy mogą mieć lepsze predyspozycje w tym kierunku), lecz którą ciągle należy kształcić i doskonalić. Podobnie jak z językiem obcym. Pamiętacie początkowe sceny „Jak zostać królem”? Choć ćwiczenia spikera mogą się wydawać śmieszne i niepotrzebne, to jednak są wciąż wykonywane.


Często jednak zapominamy lub nie jesteśmy świadomi, jak ważną rolę odgrywa dykcja. Pod wpływem stresu zdarza się „zapętlić” lub zaciąć na danym słowie. Czy zdarzyło Ci się, że musiałeś powtarzać coś, co już powiedziałeś? Czy musisz poprawiać się, aby być zrozumianym przed odbiorcę? Jeśli tak, to najwyższy czas na pracę nad dykcją.

Jak to zrobić? Poniżej znajdziesz kilka przydatnych wskazówek. Zapraszam do lektury!



1) Oddychaj przeponą

Kobiety oddychają najczęściej torem piersiowym, zaś mężczyźni – przeponowym. Żaden z tych sposobów nie jest efektywny ani optymalny dla naszego ciała. Dlatego warto połączyć te dwa sposoby oddychania! Oddech przeponowo-piersiowy, nazywany też leczniczym, umożliwia bowiem lepsze dotlenienie organizmu i najlepsze warunki do prawidłowej emisji głosu. Więcej o oddychaniu przeponą znajdziecie pod tym linkiem.



2) Masuj mięśnie twarzy


Najlepiej wykonywać go rano (przydatna uwaga dla Pań: jeszcze przed nałożeniem makijażu! :). Każde wykonujemy max. do 3 minut, zaś wszystkie z nich max. 15 minut.
  • w ramach rozgrzewki warto pożuć gumę!  
  • rozluźniamy mięśnie twarzy, robiąc głupie miny (najlepiej w odosobnieniu, bo może to bardzo rozbawić Twoich współlokatorów, a chyba nie chcesz, by się z Ciebie nabijali? ;)
  • masujemy mięśnie, łączące szczękę i żuchwę oraz te, znajdujące się wokół ust
  • kilka razy otwieramy usta najszerzej, jak możemy (jak do ziewania)
  • przy zamkniętych, a następnie otwartych ustach kręcimy językiem kółka – raz w jedną, raz w drugą stronę
  • kilkukrotnie jak najgłośniej cmoknij, wyobrażając sobie, że jesteś Marylin Monroe! 


  • szeroko otwórz usta i powtarzaj głoski: a e i o u


... a następnie połączenia głosek: 

abba, obbo, ubbu, ebbe, ibbi, ybby
assa, osso, ussu, esse, issi, yssy
brim bram bram brom
krim kram kram krom





3) Powtarzaj łamańce językowe

Wbrew pozorom, to nie takie łatwe, jak się wydaje! Nawet w języku ojczystym. Najlepiej zacząć od tzw. ćwiczeń z korkiem, tzn. czytania na głos łamańców, trzymając w ustach korek (np. po winie). Czytamy najpierw wolno, a potem coraz szybciej – kilka razy, w pozycji siedzącej, przy wyprostowanych plecach. Następnie wyjmujemy korek i czytamy dane zdanie (lub tekst). Różnica będzie ewidentna. Spróbujcie sami!

Warto stosować te metody codziennie, zwłaszcza przed ważną rozmową telefoniczną, wygłoszeniem prezentacji lub egzaminem ustnym. Jest jeszcze jeden ogromny plus tych ćwiczeń – poprawiają nastrój i pozytywnie nastrajają do pracy! 

Poniżej przedstawiam zestaw kilku łamańców w języku polskim, angielskim i niemieckim.




Język polski: 

  • Warszawa w żwawej wrzawie w warze wrze o Warszawie.
  • No to cóż, że cesarz ze Szwecji?
  • Cesarz czesze cesarzową, cesarzowa czesze cesarza.
  • Taka kolasa dla golasa to jak melasa dla grubasa.
  • Marne piwo browarne z browaru na Ogarnej – a mówiły kucharki, że najlepsze jest z Warki.
  • Do jutra – burto kutra!
  • To jest wir, a to żwir, a żwiru wirze ginie zbir!
  • Czy szczególny to, proszę pana, zaszczyt, płaszczyć się, by wtaszczyć się na szczyt?
  • Trzy cytrzystki grają na cytrze.
  • Szczoteczka szczoteczce szczebioce coś w teczce.
  • Trzynastego w Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie.
  • Stół z powyłamywanymi nogami.
  • Szedł Sasza suchą szosą.
  • Spadł bąk na strąk, a strąk na pąk. Pękł pąk, pękł strąk, a bąk się zląkł.
  • Rozrewolwerowany rewolwer na rewolwerowej górze rozrewolwerował się.
  • Wyindywidualizowaliśmy się z rozentuzjazmowanego tłumu wylaryngologizowanych, najwydestylowaniuchniejszych ping pongów. 

Inne ciekawe przykłady znajdziecie tutaj.



Uwaga! W przypadku języków obcych, warto upewnić się, jak poprawnie należy wymawiać dane wyrazy (np. za pośrednictwem słowników) lub ćwiczyć pod okiem nauczyciela.



Język angielski (Tongue twisters):

  • Kitty caught the kitten in the kitchen.
  • Birdie birdie in the sky laid a turdie in my eye.
  • He who last laughs, laughs last. Ha ha ha! 
  • A big black bug bit a big black bat, but the big black bat bit the big black bug back!
  • Excited executioner exercising his excising powers excessively. 
  • A cup of coffee from a copper coffee pot. 
  • A noise annoys an oyster. But a noisy noise annoys an oyster the most.
  • No need to light a nightlight to sight a knight on a light night like tonight, right?
  • If you don’t notice this notice you won’t notice that this notice is not worth noticing.
  • How much wood would a woodchuck chuck if a woodchuck could chuck wood? He would chuck, he would, as much as he could, if a woodchuck could chuck wood.
  • Don’t trouble about trouble until trouble troubles you!
  • Peter Piper picked a peck of pickled peppers. A peck of pickled peppers Peter Piper picked. If Peter Piper picked a peck of pickled peppers, where's the peck of pickled peppers Peter Piper picked?
  • Which wristwatch is a Swiss wristwatch?
  • The sixth sick sheik’s sixth sheep’s sick.
  • She sells seashells by the seashore. The shells she sells are surely seashells. So if she sells shells on the seashore, I'm sure she sells seashore shells. 
  • She sings sea-songs at Sing-Sing.
  • Truly rural yellow lorry, red lorry, yellow lorry.
  • I wish to wish the wish you wish to wish. 

Tutaj zaprezentowano inne łamańce, ale uwaga: to wymowa amerykańska! 




Język niemiecki (Zungenbrecher):

  • Brautkleid bleibt Brautkleid und Blaukraut bleibt Blaukraut.
  • Acht alte Ameisen aßen am Abend Ananas. 
  • Fischers Fritze fischt frische Fische. Frische Fische fischt Fischers Fritze,
  • Am Zehnten Zehnten - um zehn Uhr zehn - zogen zehn zahme Ziegen -zehn Zentner Zucker zum Zoo. 
  • In Ulm, um Ulm, um Ulm herum.
  • Graben Grabengräber Gruben? Graben Grubengräber Gräben? Nein! Grabengräber graben Gräben, Grubengräber graben Gruben.  
  • Hotten|torren|potentaten|tanten|attentat 
  • Der Dachdecker deckt dein Dach, drum dank dem Dachdecker, der dein Dach deckt.
  • Bierbrauer Bauer braut braunes Bier.
  • Im dichten Fichtendickicht sind dicke Fichten wichtig. 
  • Max, wenn du Wachsmasken magst, dann mach Wachsmasken!
  • Russische Russen rutschen russische Rutschen russisch runter.
  • Kleine Kinder können keine Kirschkerne knacken. 
  • Ich wünsch Dir so viel gute Tage im Jahr, wie der Fuchs am Schwanz hat Haar.
  • Wenn du denkst, du denkst, dann denkst du nur du denkst, aber denken tust du nie!
  • Wenige wissen, wie viel man wissen muss, um zu wissen, wie wenig man weiß. 
  • Wer nichts weiß sind weiß, dass er nichts weiß, weiß mehr als der, der nichts weiß, dass er nichts weiß. 

Inne przykłady znajdziecie tutaj.




Polecam przy okazji lekturę artykułu, a także zachęcam do obejrzenia poniższych filmików, poświęconych dykcji (w języku angielskim: 1234). 


Jeśli znacie inne ciekawe łamańce językowe (także w innych językach) albo macie  inne propozycje, jak ćwiczyć dykcję, koniecznie dajcie znać w komentarzach. 



Źródła obrazków:
tumblr.com